CELUOID - strona glowna





    Konkret  
  Karolina Kosińska

 

To dobrze, jeśli teza nie rządzi filmem, ale raczej się z niego wyłania. Kiedy reżyser-dokumentalista nie ma ambicji zawarcia w jednym filmie mądrości całego życia. I kiedy mimo tego ta mądrość gdzieś tam, w filmie, daje o sobie znać. Niezbyt natrętnie i ostentacyjnie, ale widocznie. Jakkolwiek Być i mieć Nicolasa Philiberta można odbierać jako film idealizujący rzeczywistość, to jednak ta rzeczywistość, żywa i naga, broni się sama.

Reżyser jedzie do małej wiejskiej szkółki, przez długi czas oswaja jej kilkunastu uczniów (w wieku 4 – 11 lat) z kamerą, a w końcu zaczyna, już niezauważalny, rejestrować szkolne życie, podstawowe sprawy – lekcje pisania, czytania, liczenia, bójki między dzieciakami, zmagania się maluchów z bardzo już dorosłymi problemami. Wśród nich jest nauczyciel, Georges Lopez, poważny, konkretny, skupiony pan, który z każdym z uczniów nawiązuje osobisty, wyjątkowy kontakt. Nikt nie zostaje w tyle, wszyscy są tak samo ważni.

Uczniowie są z raczej ubogich, rolniczych rodzin; ich codzienność pozbawiona jest blichtru tego, co moglibyśmy kojarzyć z beztroskim, francuskim dzieciństwem. To dzieci, które już mają ogromną świadomość, że w życiu mnóstwo jest trudnych i nieprzyjemnych doświadczeń. Lopez traktuje je jak równych sobie, wiek nie gra tu roli, nie ma typowej nauczycielskiej protekcjonalności, nikt nie jest traktowany niepoważnie tylko dlatego, że ma dopiero 8 lat. Szkoła pisania, czytania i liczenia zamienia się w szkołę życia wśród innych, radzenia sobie z często bolesną rzeczywistością podejmowania własnych wyborów, obstawania przy nich, a co najważniejsze – determinacji w dążeniach. Tak więc z jednej strony Być i mieć to portret maluchów, które powoli, ale twardo wsiąkają w dorosłość. Z drugiej strony to też pamiętnik nauczyciela, który ma odejść na emeryturę. Zapis sytuacji, zdarzeń, emocji, które zapamięta najlepiej i najsilniej. Jego rozliczenie z pracy dla innych.

Realizacja i hosting: Stopklatka.pl